Branża mleczarska jest ważnym elementem polskiej gospodarki. Jaki będzie to rok dla producentów mleka i z jakimi wyzwaniami muszą się zmierzyć. Na ten temat wypowiada się Wojciech Marciniak dyrektor w firmie Pro-Profit.

Jaki będzie rok dla branży mleczarskiej?

Jest to trudne zadanie tak jednoznacznie zaprognozować i określić czy 2024 będzie dobrym czy słabym rokiem dla polskiego mleczarstwa, gdyż na taką ocenę będzie miało wpływ mnóstwo czynników zarówno tych, które są od mleczarni niezależne, jak i tych, na które producenci mleka będą mieli mniejszy lub większy wpływ. Dlatego, charakteryzując owe czynniki, należy je podzielić na:

a) zewnętrzne, a wręcz globalne, gdyż rynek mleka jest rynkiem globalnym, na które polscy producenci mleka nie mają do końca wpływu, a które mają ogromny wpływ na polską branżę mleka. Są to:

– popyt na produkty mleczne ze strony Chin, czyli największego światowego odbiorcy produktów mlecznych. Spadki na tym ogromnym rynku oddziaływają niekorzystanie na wszystkich światowych producentów. Jeśli w 2024 roku nadał będzie obserwowany niższy popyt na produkty mleczne przez chińskich konsumentów przy jednoczesnym wzroście ich krajowej produkcji, to na efekty sadku cen na światowym rynku długo nie trzeba będzie czekać.

– Poziom produkcji wśród największych światowych potęg w branży mlecznej, do których należą, oprócz UE, również Wielka Brytania, Nowa Zelandia, USA, Australia czy Argentyna. Czy nadal będzie obserwowany u tych producentów wzrost produkcji mlecznej? A jeśli tak, to do jakiego poziomu? W poprzednim roku w 3 kwartale był odnotowany spadek produkcji mleka o 0,5% r/r. Oczywistym jest, że jeśli podaż produktów mlecznych na światowych rynkach będzie rosła, to automatycznie ich cena spadnie, dostosowując się do uwarunkowań rynkowych, gdyż na tym rynku, jak każdym innym, rządzi prawo podaży i popytu.

– Prawodawstwo zarówno polskie, jak i UE. W przypadku strony unijnej głównymi czynnikami mającymi ogromny wpływ na poziom wypracowanych przez sektor mleczny wyników będą mieć kwestie związane z: kosztami stosowania systemu kaucyjnego, kosztami związanymi z zieloną transformacją czy ewentualnie nowe regulacje prawne, które mogą pojawić się w 2024 roku. Nie bez związku będą również wszystkie ewentualne dopłaty czy interwencje ze strony UE, które mogą się pojawić na rynku mleka, jeśli sytuacja zrobi się naprawdę trudna. Natomiast w przypadku krajowego podwórka, to tu kwestiami kluczowymi będą: polityka rolna nowego rządu oraz podejście samego Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Pana Czesława Siekierskiego do sektora mlecznego. Czy będą kontynuowane przez polski rząd programy wsparcia polskich producentów mleka w zakresie dopłat do kosztów nośników energii (prąd, gaz, ewentualnie węgiel, itp.). W przypadku zakończenia tych programów oczywistym będzie znaczący wzrost koszt produkcji. Czy będą uruchomione, jakiekolwiek nowe programy wsparcia polskiego sektora mlecznego. A do tych czynników należy dodać jeszcze nawiązanie konstruktywnego dialogu ze stroną ukraińską, stworzenie strategii dla branży mlecznej, gdyż obecnie żadna branża w Polsce, oprócz sektora wołowiny, nie ma swojej strategii. Co wpłynie pozytywnie na całą branżę;

b) Wewnętrzne, które w przeważającej części zależą od samych producentów mleka, a są to:

– ceny mleka, które w Polsce z jednej strony zależą od sytuacji na rynku produktów i przetworów mlecznych, a z drugiej strony są determinowane przez to, że polski rynek mlek zdominowany jest przez Spółdzielnie Mleczarskie, które należą do ich dostawców, czyli rolników. Dlatego Zarządy Mleczarni nie mogą sobie pozwolić na zbyt dużą obniżkę cen mleka, gdyż to wyzwoli głosy niezadowolenia ze strony dostawców, czyli de facto właścicieli. Dodatkowo z roku na rok jest co raz mniej rolników, którzy produkują mleko, więc jest coraz większa konkurencja ze strony producentów o surowiec. To powoduje, że cenami mleka nie można do końca regulować spadków na rynku produktów gotowych, co bezpośrednio może powodować zmniejszenie się zysków producentów mlecznych, a obecne straty mogą się tylko pogłębiać.

– Wdrożenie rygorystycznych polityk kosztowych, dotyczących pozostałych kosztów z wyłączeniem kosztów mleka. Są to jedne z najważniejszych czynników szczególnie wśród małych i średników producentów mleka, a niestety są traktowane wyjątkowo po macoszemu przez mleczarnie. Ma to później niestety negatywny wpływ na generowane dochody lub generowane straty. Obserwuję polski rynek mleka od wielu lat i od lat powtarzane są te same maksymy, a mianowicie jak jest dobrze, to wszyscy się cieszą i klepią po plecach. Jednak gdy przychodzą gorsze czasy, to wówczas obowiązek wsparcia branży musi leżeć po stronie Ministerstwa. Tak przynajmniej uważa branża mleczarska. Natomiast problem leży w trochę innym miejscu, ponieważ bez wdrożenia istotnych zmian w samych zakładach mlecznych wsparcie nic nie da lub przedłuży w niektórych przypadkach tylko proces agonii. W nowoczesnym zakładzie produkcyjnym, jakim jest mleczarnia powinien być dział controllingu, który będzie szczegółowo liczył koszty i będzie w stanie w każdej chwili powiedzieć, jaki jest wynik netto na każdym litrze skupionego mleka, jakie są najwyższe koszty oraz co zrobić, aby je obniżyć. Ułatwić pracę działu controllingu może wdrożenie systemu ERP, który będzie gromadził i dostarczał dane z poszczególnych procesów produkcji. Bez takich podstaw będzie bardzo trudno dalej funkcjonować producentom mleka, o konkurowaniu i zdobywaniu rynku nie wspominając. W konsekwencji może to doprowadzić do zagrożenia bankructwem lub koniecznością dołączenia do większej grupy mlecznej takiej jak Mlekovita, Mlekpol, czy Polmlek. Doskonałym tego potwierdzeniem był ubiegły rok, w którym z polskiego rynku mleczarskiego zniknęły zakłady mleczarskie w Czarnkowie (OSM) czy Łodzi (Jogo) jako samodzielne i niezależne podmioty. Ogromny kawał historii polskiego mleczarstwa przeszedł do historii. A to tylko kilka przykładów z polskiego rynku mleka, gdzie polscy producenci oparli się konkurencji ze strony zagranicznych gigantów takich, jak Arla, Danone, Zott, Lactalis czy Hochland, a pokonały ich uwarunkowania ekonomiczne.

– Zdobywanie pozaunijnych rynków zbytu. Znacząca polskiej produkcji w niektórych kategoriach produktowych ponad 70% (mleko i śmietana, maślanka, masło czy sery) trafia na rynek UE, gdzie mamy bardzo dużą konkurencję ze strony producentów niemieckich, francuskich czy holenderskich. Zupełnie pomijana jest kwestia sprzedaży poza UE. Oczywiście wiąże się to z wyższymi nakładami finansowymi, gdyż musimy dotrzeć do takich klientów, zdobyć ich uznanie, by chcieli zamówić towar oraz odpowiednio zabezpieczyć taką wymianę handlową. Jednak w dzisiejszym otwartym i cyfrowym świecie to nie powinno stanowić problemu. Mamy targi branżowe (Anuga, Sial, Gulffod w Dubaju czy Expo in Beijing, czy wiele innych), na które wyjazdy organizują organizacje branżowe, takie jak Polska Izba Mleka. Późniejsza komunikacja może odbywać się za pomocą komunikatorów internetowych (Skype, Teams itp.). W kwestii zabezpieczeń możemy z powodzeniem stosować produkty, które zostały do tego celu stworzone, czyli akredytywy, inkasa, ubezpieczenie należności eksportowych. To wszystko jest na wyciągniecie ręki polskiej branży mleczarskiej, tylko trzeba mieć odwagę, żeby z tych rozwiązań skorzystać, a przede wszystkim trzeba być otwartym na zmiany, które w życiu każdej firmy –nie tylko z sektora mleczarskiego – jest nieodzowną częścią funkcjonowania.

Podsumowując, można stwierdzić jedno, że po dobrym 2022 i bardzo słabym 2023 w ten rok wchodzimy z dużymi obawami, ale również z dużymi nadziejami. Nowy rok to nowe szanse oraz możliwości i to od samych producentów produktów mleka będzie zależeć, jak wykorzystają 12 miesięcy nowego 2024 roku, czy zaczną od siebie i zaczną się zmieniać, czy będą jeździć protestować do Ministerstwa w przypadku słabej sytuacji na rynku mleka z żądaniami wsparcia oraz interwencji. Niestety czy właśnie stety, ale polska branża mleczna weszła w etap konsolidacji, gdyż w dłuższej pespektywie nie będzie możliwości kontynuowania działalności przez małe i średnie mleczarnie wobec wciąż rosnących kosztów produkcji z jednej strony, a coraz silniejszej konkurencji ze strony największych graczy na rynku, takich jak Mlekovita, Polmlek czy M;ekpol.

Czy po zmianie władzy producenci mleka i mleczarnie będą miały prościej czy raczej nadejdą problemy?

Na to pytanie odpowiedź została po części udzielona w poprzednim pytaniu. Niemniej jednak można stwierdzić jednoznacznie, że czas pokaże. Na ten moment są duże nadzieje oraz oczekiwania, które będą determinowane przez to, co będzie się działo na rynku mleka w 2024 roku.

Z jakimi bolączkami borykają się spółdzielnie mleczarskie?

Do wspomnianych wcześniej wyzwań dodać można jeszcze zmianę pokoleniową, która czeka niewątpliwe cześć mleczarni. Nie wiadomo, z jakim skutkiem zakończy się dla poszczególnych mleczarni. Ważna jest kwestia poziomów kursów walutowych, które śmiało można zaliczyć zarówno do zewnętrznych, jak i wewnętrznych czynników, które mają wpływ ogromny wpływ na polską branżę mleczną. Szczególnie na tych producentów, którzy większość swojej produkcji sprzedają w walutach obcych (EUR, USD). Jednak tu należy zrobić małe zastrzeżenie, ponieważ o ile na poziom kursów polscy producenci mleka nie mają wpływu (w przeciągu ostatnich 4 miesięcy kurs spadł o ponad 20 gr., co oznacza otrzymanie dużo mniej złotówek za wyeksportowany towar wyrażony w tych samych ilościach, a przy dużej skali eksportu takie starty idą w dziesiątki milionów złotych), o tyle na złagodzenie skutków znaczącego umocnienia się złotówki już tak. Producenci mogą wdrożyć politykę zarządzania ryzykiem kursowym poprzez aktywne stosowanie zabezpieczeń w postaci chociażby forwardów czy prostych opcji, choć w przypadku te drugie po 2008 mają złą opinię i raczej firmy ich unikają jak ognia. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być bezpiecznie stosowane. Oczywiście mogą, ale musi zostać zachowane kilka podstawowych procedur bezpieczeństwa określonych w polityce zabezpieczenia kursów walutowych: kwota zabezpieczeń musi odpowiadać faktycznym wpływom w walucie, para walutowa, czyli EUR/PLN, USD/LN itp., musi odpowiadać faktycznej walucie, która ma wpłynąć na konto. I na tym polu jest jeszcze dużo do poprawy i do nadrobienia. O ile duzi producenci próbują radzić sobie ze zmiennością kursów, o tyle u średnich i mniejszych to loteria, czyli jaka będzie stawka waluty na rynku po tyle wymienią.

 

Wojciech Marciniak – Posiada wieloletnie doświadczenie na stanowiskach managerskich w bankach. Obecnie dyrektor zarządzający w firmie Pro Profit zajmującej się świadczeniem usług w zakresie szeroko rozumianego działu finansowego, jako zewnętrzny podmiot. Do usług finansowych należą min., zewnętrzny treasurer, obsługa produktów finansowania handlu (szkolenie, wdrażanie, obsługa), restrukturyzacja finansowa ale przedsądowa, pozyskiwanie i strukturyzowanie finansowania dłużnego, obsługa od strony finansowej projektów inwestycyjnych, finansowe due diligence.


Reklama

Nadchodzące wydarzenia

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok