Gdzie znika paliwo po dostawie?

Wojciech Mikołajczyk

W gospodarstwie paliwo przez lata było traktowane prosto: zamówić, wlać do zbiornika, zatankować maszyny. I w wielu miejscach nadal tak to działa. Problem zaczyna się wtedy, gdy rośnie skala. Pojawia się więcej maszyn, większa licz ba operatorów, więcej tankowań i większe kwoty na fakturach. Wtedy samo pytanie: „ile paliwa kupiliśmy?” przestaje wystarczać. Ważniejsze robi się: „co stało się z paliwem po dostawie?”. O cyfrowym zarządzaniu paliwem w rolnictwie, własnych rezerwach i tym, dlaczego zbiornik coraz częściej staje się narzędziem kontroli kosztów, rozmawiamy z Wojciechem Mikołajczykiem, założycielem DoPaliw.

 

Małgorzata Słodzinka: Rolnicy mają dziś dane o plonach, nawożeniu, pogodzie, maszynach. Paliwo też zaczyna być częścią tej układanki?

Wojciech Mikołajczyk: Tak, bo paliwo jest jednym z tych kosztów, które łatwo przyjąć jako oczywistość. Wiadomo, że trzeba je kupić. Wiadomo, że w sezonie schodzi go dużo. Tylko że przy większym gospodarstwie taka ogólna wiedza niewiele mówi. Faktura pokazuje, ile paliwa przyjechało. Nie pokazuje, kto później je pobrał, do jakiej maszyny, kiedy i w jakiej ilości. Nie pokazuje też, czy zużycie jest normalne, czy coś zaczyna odbiegać od tego, co właściciel zna z praktyki. W mniejszym gospodarstwie właściciel często jest w stanie sam dopilnować większości tankowań. Przy większej skali, wielu maszynach i kilku operatorach taka kontrola przestaje być wystarczająca.

M.S.: Jakie informacje można dziś zbierać automatycznie?

W.M.: Na początku wcale nie trzeba budować skomplikowanego systemu. Dla mniejszych gospodarstw ogromną zmianą jest już sam zdalny podgląd poziomu paliwa w zbiorniku. Właściciel widzi w aplikacji, ile paliwa zostało, zamiast sprawdzać poziom ręcznie, co trudno nazwać wygodnym rozwiązaniem. To prosta rzecz, ale w praktyce bardzo przydatna. Szczególnie przed intensywnymi pracami, kiedy nikt nie chce się zorientować za późno, że zapas jest na granicy.

Drugi poziom to już pełna kontrola tankowań. System pokazuje, kto tankował, kiedy, ile litrów i do jakiego pojazdu. W przypadku dużych gospodarstw to zupełnie zmienia kontrolę nad paliwem. Przestaje ono być zbiorczym kosztem wrzuconym do jednego worka. Można je przypisać do maszyny, operatora, pracy, nawet do konkretnej części działalności.

M.S.: Co zmienia się w gospodarstwie po wdrożeniu takiego systemu?

W.M.: Zmienia się przede wszystkim podejście do paliwa. Od tego momentu każde tankowanie zostawia ślad: wiadomo, kiedy się odbyło, ile paliwa wydano i do jakiej maszyny trafiło. Przy czym warto podkreślić, że jest to narzędzie, które wprowadza porządek, a nie system do szukania winnych. Właściciel nie musi opierać się na luźnych ustaleniach, notatkach albo pamięci pracowników. Ma historię tankowań i może szybciej zauważyć, jeżeli coś zaczyna odbiegać od normy. Dla dużego gospodarstwa taka różnica jest znacz-na. Paliwo staje się normalnie zarządzanym zasobem, a nie kosztem, który po prostu „schodzi” w sezonie.

M.S.: W jaki sposób taka kontrola przekłada się na decyzje biznesowe?

W.M.: Największa różnica jest w czasie reakcji. Jeżeli paliwo znika szybciej niż zwykle, właściciel widzi to od razu. Jeżeli stan zbiornika spada, można wcześniej zamówić dostawę. Jeżeli pojawiają się nietypowe tankowania, nie trzeba odkrywać tego po kilku tygodniach. W rolnictwie termin ma ogromne znaczenie. Czasami opóźnienie o kilka dni potrafi zmienić wynik całego etapu prac. Brak paliwa w złym momencie to nie jest drobna niedogodność. To najczęściej zatrzymany sprzęt, przestoje pracowników, problemy logistyczne i nerwy. Dane pomagają też lepiej planować zapas. Po jednym sezonie widać już, kiedy zużycie rośnie, kiedy trzeba zamawiać wcześniej, czy obecna pojemność zbiornika pasuje do skali gospodarstwa…

…więcej przeczytasz w numerze 2/2026, które już teraz możesz kupić w naszym sklepie.

Copyright @ 2026 „Rolnictwo Przyszłości”. Kopiowanie i powielanie treści bez zgody redakcji jest zabronione.

Wywiad został wylicytowany podczas 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dochód z licytacji wspomógł działania WOŚP na rzecz diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów.